![]()
Pocałowała Krwawiącego Nieznajomego, by Ocalić Mu Życie, a Potem Dowiedziała Się, że Był Szefem Mafii, Który Posiadał Dług Jej Brata
Nie całujesz krwawiącego nieznajomego w ciemnej uliczce, chyba że masz ochotę na śmierć.
Ella Mason zrobiła to, bo mężczyzna miał pistolet wymierzony w klatkę piersiową.
Zrobiła to, bo policja nigdy by nie zdążyła na czas.
I zrobiła to, bo po dziesięciu godzinach bez przerwy nalewania whisky wściekłym nieznajomym, żałoba pozostawiła ją zbyt wyczerpaną, by podjąć rozsądną decyzję.
Ella chwyciła płaszcz rannego mężczyzny, przyciągnęła jego twarz do swojej i pocałowała go, podczas gdy dwóch uzbrojonych mężczyzn gapiło się z niedowierzaniem.
Deszcz spływał po ich ustach.
Poczuła smak krwi.
Ciało nieznajomego zesztywniało pod jej dłońmi.
Przez jedną straszną sekundę Ella myślała, że popełniła ostatni błąd swojego życia.
Potem jego dłoń zacisnęła się wokół jej karku.
I odwzajemnił pocałunek.
Trzy tygodnie później Ella miała się dowiedzieć, że mężczyzna, którego właśnie uratowała, to Gabriel Russo, najbardziej budzący postrach boss mafii w Bostonie.
Co gorsza, miał stać się jedynym człowiekiem stojącym między jej bratem a grobem.
Ale tamtej nocy, w deszczu za Rusted Anchor, Ella nic z tego nie wiedziała.
Wiedziała tylko, że ktoś zaraz umrze.
„Kochanie!” – krzyknęła pijackim głosem, wciskając śmiech w swój ton. „Tu jesteś. Szukałam cię wszędzie.”
Dwaj uzbrojeni mężczyźni odwrócili się.
Ella zatoczyła się w stronę nieznajomego, udając, że ledwo może iść.
Jego ciemne włosy przykleiły się do czoła. Jedną ręką przyciskał żebra. Krew rozlewała się po jego białej koszuli.
Nie wyglądał na przestraszonego.
To była pierwsza rzecz, którą zauważyła.
Większość mężczyzn wpatrujących się w tłumik pistoletu wyglądała na przerażonych.
Ten wyglądał na wściekłego.
Jeden z uzbrojonych mężczyzn zmarszczył brwi. „A ty, do cholery, kim jesteś?”
Ella zignorowała go.
Rzuciła oba ramiona wokół rannego nieznajomego.
„Graj razem ze mną” – szepnęła przy jego ustach.
Potem go pocałowała.
Mocno.
Ich zęby się zderzyły.
Jego usta były zimne od deszczu.
Kiedy Gabriel w końcu zareagował, nie było to delikatne. Jego dłoń zablokowała się za jej karkiem i przyciągnęła ją bliżej, podczas gdy on przeniósł wystarczająco dużo swojego ciężaru na nią, by utrzymać się na nogach.
Ella zdała sobie sprawę, że był sekundy od upadku.
„Proszę pani” – warknął uzbrojony mężczyzna. „Proszę się od niego odsunąć.”
Ella przerwała pocałunek i spojrzała gniewnie ponad ramieniem Gabriela.
„Nie przeszkadza pan?”
Uzbrojony mężczyzna gapił się.
„Jesteśmy zajęci.”
„Proszę się przesunąć.”
Ella podniosła głos.
„Powiedziałam, że jesteśmy zajęci! A jeśli pan się nie wyniesie, dzwonię po ochroniarzy ze środka.”
Wskazała na stalowe drzwi serwisowe za sobą.
Nie było żadnych ochroniarzy.
Był Lou, sześćdziesięciotrzyletni barman z artretyzmem, i zmywak do naczyń o imieniu Tyler, który ważył może sto trzydzieści funtów.
Ale uzbrojeni mężczyźni tego nie wiedzieli.
Kilka przecznic dalej zawyła syrena.
Dwaj mężczyźni wymienili spojrzenia.
„Dziś nie był twój wieczór, Russo” – mruknął jeden z nich.
Potem zniknęli w deszczu.
Ella odliczyła do dziesięciu.
Przy jedenastu Gabriel upadł.
„No, nie.”
Opadła na kolana obok niego.
„Na pewno nie umrzesz teraz, skoro właśnie cię pocałowałam.”
Jego szare oczy otworzyły się.
„Kim jesteś?”
„Idiotką, która uratowała ci życie.”
Przełożyła jego ramię przez swoje barki.
„Moje mieszkanie jest trzy przecznice stąd. Idziesz.”
Spojrzał na nią, jakby nikt nie wydawał mu rozkazów od lat.
Potem wstał.
To przestraszyło ją bardziej niż kłótnia by to zrobiła.
Jej mieszkanie w South Boston było na drugim piętrze budynku z popękaną zieloną farbą, zawodnym ogrzewaniem i korytarzem, który na stałe pachniał gotowaną kapustą.
Zanim Ella zamknęła za nimi drzwi, Gabriel ledwo mógł utrzymać się pionowo.
Runął na jej używaną kanapę.
Ella włączyła lampę.
Jego płaszcz prawdopodobnie kosztował więcej niż jej samochód.
Jego rany były gorsze, niż myślała.
Kula przecięła żebra zamiast wejść w klatkę piersiową. Nóż ciął głęboko przez ramię.
„Nie ruszaj się.”
Gabriel patrzył, jak znika w łazience.
Wróciła ze starym plastikowym zestawem medycznym, ręcznikami, alkoholem do nacierania i szwami.
„Jesteś lekarzem?”
„Nie.”
Rozcięła jego koszulę.
„Spędziłam dwa lata w szkole pielęgniarskiej, zanim moja matka zachorowała.”
Wyraz twarzy Gabriela zmienił się niemal niedostrzegalnie.
„A potem?”
„A potem pojawiły się rachunki za leczenie.”
Przycisnęła ręcznik do jego żeber.
„Gotowy?”
„Rób to.”
Alkohol dotknął rany.
Każdy mięsień w jego ciele napiął się.
Nie wydał żadnego dźwięku.
Ella spojrzała na niego.
„Wiesz, normalni ludzie przeklinają.”
„Nazywano mnie wieloma rzeczami.”
„Wątpię, żeby »normalny« było jedną z nich.”
Cień rozbawienia przemknął przez jego twarz.
Zszyła jego ramię pewnymi dłońmi.
„Dlaczego mi pomogłaś?” – zapytał.
Ella trzymała wzrok na igle.
„Nie wiem.”
„To nieprawda.”
Westchnęła.
„Byłam zmęczona. Byłam wściekła. Zobaczyłam dwóch mężczyzn osaczających kogoś i nagle znienawidziłam ich bardziej, niż zależało mi na byciu mądrą.”
Gabriel przyglądał się jej.
„Stanęłaś między mną a naładowanym pistoletem, bo byłaś rozdrażniona?”
(Wiem, że wszyscy jesteście bardzo ciekawi kolejnej części, więc jeśli chcecie przeczytać więcej, zostawcie komentarz „GRIPPING” poniżej!) 👇
————————————————————————————————————————
Leo Mercer był pierwszym błędem, który zauważyła.
We wtorek wieczorem wszedł do prywatnego pokoju z chudym mężczyzną w tanim brązowym garniturze.
Nic nie zamówili.
Dwadzieścia minut później nieznajomy wyszedł przez kuchnię.
Ella zapamiętała trzy rzeczy.
Tanie papierosy.
Znoszone buty.
Małą czarną kotwicę wytatuowaną na lewej dłoni.
Dwie noce później przemoc eksplodowała, zanim zdążyła powiedzieć Gabrielowi.
Ella zamykała restaurację, gdy Victor wypadł z prywatnego pokoju.
Jeden z jego ludzi zatoczył się za nim, ściskając ramię.
Krew spływała mu między palcami.
„Lekarza!” – krzyknął Victor.
Dawne instynkty Elli przejęły kontrolę.
„Kuchnia. Natychmiast.”
Victor wpatrywał się w nią.
„Kim ty, do cholery, myślisz, że—”
„Osobą, która powstrzyma go przed wykrwawieniem się na twoje tysiącdolarowe buty. Rusz się.”
Coś w jej tonie zadziałało.
Dziesięć minut później Ella opatrzyła ranę i zabandażowała ramię mężczyzny.
Victor obserwował w milczeniu.
„Potrzebuje szwów.”
Zdjęła rękawiczki.
„I następnym razem, gdy zdecydujesz się kogoś nauczyć lekcji, może nie uderzaj w coś ważnego.”
Oczy Victora zwęziły się.
Potem, niewiarygodnie, uśmiechnął się.
„Masz jaja, słonko.”
„Mam listę zadań na zamknięcie.”
Gdy wyszli, Ella chwyciła się stalowego zlewu i trzymała, dopóki ręce nie przestały drżeć.
„Robisz z tego nawyk.”
Odwróciła się gwałtownie.
Gabriel stał w drzwiach w czarnym płaszczu.
Spojrzał na krew na jej bluzce.
Potem na nią.
„Victor dzwonił.”
„Cudownie. Robię się popularna.”
Gabriel podszedł bliżej.
Wyciągnął rękę w jej stronę.
Ella wzdrygnęła się.
Zamiast ją chwycić, kciukiem starł małą plamkę krwi z jej policzka.
„Nienawidzisz tego świata.”
To nie było pytanie.
„Tak.”
„Nienawidzisz mnie.”
„To bardziej skomplikowane.”
Jego spojrzenie się wyostrzyło.
„A jednak za każdym razem, gdy ktoś krwawi, idziesz w jego stronę.”
„Prawie zostałam pielęgniarką.”
„Prawie?”
„Moja matka zachorowała na raka. Czesne stało się czynszem. Czynsz stał się dopłatami do chemii. Szkoła pielęgniarska przepadła.”
Kciuk Gabriela zsunął się z jej policzka.
Po raz pierwszy od czasu, gdy odkryła jego tożsamość, zobaczyła w jego wyrazie twarzy coś innego niż kontrolę.
Żal.
„Chodź ze mną.”
„Dokąd?”
„Do mojego domu.”
„To zdanie doprowadziło do zamordowania kobiet w kilku dokumentach.”
Jego usta drgnęły.
„Znalazłaś coś. Potrzebujemy prywatności.”
Dom Gabriela pod Brookline był mniej rezydencją, a bardziej fortecą udającą rezydencję.
Kamienne mury.
Żelazne bramy.
Kamery bezpieczeństwa.
Mężczyźni w ciemnych kurtkach, którzy poruszali się jak żołnierze.
Ella weszła do biblioteki wypełnionej starymi książkami w skórzanych oprawach.
Gospodyni dała jej jedną z czarnych koszul Gabriela, bo jej bluzka była zniszczona.
Sięgała jej prawie do kolan.
Gabriel nalał dwa drinki.
„Mów.”
Ella usiadła naprzeciwko kominka.
„Leo spotkał się z kimś we wtorek.”
Gabriel znieruchomiał.
„Opis.”
„Koło pięćdziesiątki. Tani brązowy garnitur. Czuć było od niego papierosami. Czarna kotwica wytatuowana na lewej dłoni.”
Szklanka zatrzymała się w połowie drogi do ust Gabriela.
„Co?”
„Kotwica.”
Odstawił bourbona.
„Ludzie Kellana.”
„Kto?”
„Grupa z południowego Bostonu. Zawarliśmy pokój pięć lat temu.”
Ella zrozumiała.
„Leo cię sprzedał.”
„Znał moją trasę tej nocy, gdy mnie znalazłaś.”
Ogień trzaskał między nimi.
„Co teraz?”
Twarz Gabriela opustoszała.
„To, co musi się stać.”
Ella spojrzała na swoje dłonie.
„Podałam ci nazwisko człowieka.”
„Powiedziałaś mi, co widziałaś.”
„Nie graj w słowne gierki.”
Pochylił się do przodu.
„Nie będę cię obrażał, udając, że jestem dobrym człowiekiem, Ello.”
Cisza w jego głosie bolała bardziej niż gniew.
„Mój ojciec zbudował tę organizację. Jego ojciec zbudował ją przed nim. Zanim byłem na tyle dorosły, by zrozumieć, co znaczy dziedzictwo, uczestniczyłem już w trzech pogrzebach, które ona spowodowała.”
„To odejdź.”
Gabriel zaśmiał się raz, bez humoru.
„Myślisz, że nikt nie próbował?”
„Myślę, że potężni mężczyźni uwielbiają nazywać klatki królestwami.”
Jego oczy uniosły się ku niej.
Nikt nie mówił.
Ella słyszała ogień.
Deszcz uderzający w okna.
Własne bicie serca.
W końcu Gabriel powiedział: „Nie powinnaś była mnie ratować.”
Przełknęła ślinę.
„Prawdopodobnie nie.”
„Mogłaś wejść do tego baru.”
„Wiem.”
„Mogłaś zadzwonić na policję.”
„I tak by nie przyjechali.”
„Mogłaś pozwolić mi umrzeć.”
Ella spojrzała na niego.
„Nie mogłam.”
Coś w Gabrielu pękło.
Niewidocznie.
Na tyle, że jego ramiona opadły.
„Myślałem o tym pocałunku każdej nocy.”
Ellę zaparło dech.
Obszedł stół.
Wstała.
„To nie był romantyczny pocałunek.”
„Krwawiłem na śmierć. Pamiętam.”
„Omal nie posiniaczyłeś mi szyi.”
„Zaskoczyłaś mnie.”
„Jesteś przerażająco kiepski w przepraszaniu.”
Gabriel zatrzymał się centymetry od niej.
„Dług jest spłacony.”
Ella wpatrywała się w niego.
„Co?”
„Dług Deana. Twoja praca. Wszystko.”
„Bo znalazłam Leo?”
„Bo naraziłem cię na niebezpieczeństwo, żeby rozwiązać mój problem.”
Jego głos był niski.
„Możesz wyjechać jutro. Zabierz brata. Zabierz pieniądze. Dopilnuję, żeby nikt cię nie śledził.”
Ella powinna poczuć ulgę.
Zamiast tego poczuła coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
Wybór.
Do tamtej sekundy każda droga od zaułka była jej narzucona przez strach, dług albo Gabriela.
Teraz drzwi stały otworem.
Gabriel cofnął się.
„Nie będę cię posiadał.”
Spojrzała na niego.
„Dobrze.”
Potem chwyciła jego koszulę i pocałowała go.
Tym razem nie było broni.
Nie było krwi.
Nie było kłamstwa.
Gabriel zamarł dokładnie tak jak w zaułku.
Potem jego ramiona oplotły ją.
Pocałunek smakował bourbonem zamiast deszczu.
Gdy się rozdzielili, jego czoło spoczęło na jej.
„Jeśli zostaniesz,” – szepnął – „nie możesz udawać, że nie wiesz, kim jestem.”
Palce Elli pozostały zaciśnięte w jego koszuli.
„Nigdy nie umiałam odwracać wzroku.”
Następnego ranka obudziła się sama.
Gabriel wszedł do sypialni już ubrany.
Czarny garnitur.
Czarny krawat.
Broń pod marynarką.
Cokolwiek miękkiego widziała poprzedniej nocy, zniknęło.
„Leo nie żyje.”
Ella usiadła.
„Co?”
„Kellanowie dotarli do niego pierwsi.”
„Po co zabijać własnego człowieka?”
„Bo stał się bezużyteczny, gdy go zidentyfikowaliśmy.”
Gabriel ruszył w stronę drzwi.
„Wiedzą też o tobie.”
Przeszedł ją dreszcz.
„Jak?”
„Moja organizacja wciąż ma przecieki. Wiedzą, że pracujesz w restauracji. Wiedzą, że tu przyjechałaś.”
„Dean.”
Gabriel zatrzymał się.
„Wysłałem ludzi po niego godzinę temu.”
„I?”
„Jego mieszkanie było puste. Drzwi wyważone.”
Żołądek Elli opadł.
„Nie.”
„Kellanowie go wzięli.”
„Nie. Dean ma swoje miejsca. Chowa się, gdy się boi.”
„Ello—”
„Ma kontener.”
Gabriel zmarszczył brwi.
„Co?”
„Na opuszczonym bocznicy kolejowej przy Czwartej Ulicy. Sypiał tam, gdy był komuś winien pieniądze i nie chciał, żebym go znalazła.”
Gabriel natychmiast przeszedł przez pokój.
„Zostajesz tutaj.”
„Absolutnie nie.”
Chwycił ją za ramiona.
„Posłuchaj mnie. Chcą ciebie. Twój brat to przynęta.”
„To mój brat.”
„A twoje wejście na tę bocznicę daje im dokładnie to, czego chcą.”
„To idź po niego.”
„Idę.”
„Kiedy?”
„Gdy będę wiedział, ilu ludzi tam czeka.”
Ella zaśmiała się gorzko.
„Więc Dean ma umrzeć, podczas gdy ty będziesz układał plan taktyczny?”
„Dean stworzył tę sytuację!”
„Wciąż jest moją rodziną.”
Szczęka Gabriela się napięła.
„Jeśli opuścisz tę posiadłość, nie będę mógł cię chronić.”
Ella cofnęła się.
„Nie prosiłeś o pozwolenie, gdy wciągałeś mnie do swojego świata. Nie oczekuj, że ja będę prosić o pozwolenie, by chronić swój.”
„Ello.”
Ale Gabriel miał ochroniarzy, spotkania, telefony, wojnę rozprzestrzeniającą się po mieście.
W końcu zostawił ją za zamkniętymi drzwiami.
Gdy tylko usłyszała, że zespół ochrony rusza w stronę frontowej bramy, Ella się ubrała.
Wymknęła się korytarzem gospodarczym i znalazła młodego mechanika w podziemnym garażu.
„Gabriel potrzebuje, żeby ktoś przetransportował samochód na bocznicę przy Czwartej Ulicy.”
Młody mężczyzna mrugnął.
„Pan Russo powiedział—”
„Powiedział też, że natychmiast.”
Mechanik prowadził.
Stara bocznica wyglądała jak cmentarz ze stali.
Rdzawe wagony towarowe pochylały się obok popękanego betonu.
Chwasty pochłaniały opuszczone tory.
Ella znalazła Kontener 404 przy walącej się szopie narzędziowej.
Drzwi stały otworem.
„Dean?”
Brak odpowiedzi.
Weszła.
Jej brat był przywiązany do krzesła.
Twarz miał opuchniętą.
„Dean!”
Jego głowa uniosła się słabo.
„Ella?”
Pobiegła w jego stronę.
„Nie. Nie, nie, wynoś się.”
Powolne klaskanie dobiegło z ciemności.
Ella odwróciła się.
Mężczyzna z restauracji wystąpił naprzód.
Tani brązowy garnitur.
Papierosy.
Czarna kotwica.
Trzymał pistolet.
„Przyznam,” – powiedział – „nie myślałem, że będziesz aż tak głupia.”
Ella stanęła między nim a Deanem.
„Wypuść go.”
„On jest winien wszystkim w Bostonie. Wyświadczam społeczeństwu przysługę.”
„Nie chcesz Deana.”
„Nie.”
Lufa się uniosła.
„Chcę karty przetargowej.”
Ella zmusiła się, by nie odwracać wzroku.
„Chcesz Gabriela.”
„Chcę, żeby był skłonny negocjować.”
„On nie negocjuje.”
Mężczyzna się uśmiechnął.
„Każdy negocjuje, gdy wsadzisz kulę w coś, co kocha.”
Krew Elli zamarzła.
Miłość.
To słowo nie powinno było mieć wtedy znaczenia.
A jednak miało.
Bo nagle zrozumiała coś, co przerażało ją bardziej niż broń.
Gabriel ją uwolnił.
A ona została.
Nie przez dług.
Nie przez strach.
Bo gdzieś między zaszywaniem jego ramienia a nazywaniem go draniem w jego własnym penthouse’ie, ranny nieznajomy stał się kimś, kogo nie mogła porzucić.
Napastnik podszedł bliżej.
„Zadzwoń do niego.”
Ella uniosła podbródek.
„Nie.”
„Co?”
„Gabriel wie, że tu jestem.”
To było kłamstwo.
Albo miała nadzieję, że nie.
Mężczyzna się zaśmiał.
„Wyszłaś prosto z jego fortecy.”
Za nim Dean płakał w milczeniu.
Ella spojrzała ponad napastnikiem.
Na drzwi kontenera.
Na szary poranek na zewnątrz.
Mechanik zniknął.
Jej serce opadło.
Lufa przybliżyła się.
„Ostatnia szansa.”
Ella szepnęła: „Już nie żyjesz.”
Napastnik się uśmiechnął.
Jego palec się napiął.
Rozległ się strzał.
Część 3
Ella spodziewała się bólu.
Zamiast tego mężczyzna przed nią zachwiał się.
Jego pistolet wypadł.
Runął na ziemię.
Gabriel stał w drzwiach.
Deszcz spływał po jego czarnym garniturze.
Jego wyraz twarzy nie był gniewem.
Gniew był ludzki.
To, co Ella zobaczyła na twarzy Gabriela, było czymś zimniejszym.
Czymś zrodzonym, gdy człowiek bał się zbyt długo i w końcu znalazł to, co myślał, że stracił.
Przekroczył kontener w kilka sekund.
„Jesteś ranna?”
„Nie.”
Chwycił ją za ramiona.
„Jesteś ranna?”
„Nie!”
Gabriel przyciągnął ją do siebie tak gwałtownie, że powietrze uciekło jej z płuc.
Przez kilka sekund żadne z nich nie mówiło.
Jego twarz wtuliła się w jej włosy.
Jego oddech drżał.
„Mówiłem, żebyś została.”
„Musiałam odebrać Deana.”
„Wydałem rozkaz.”
„A ja nie jestem jednym z twoich żołnierzy.”
Odsunął się.
Ich spojrzenia się spotkały.
Za nimi Dean jęknął.
Ella natychmiast ruszyła w stronę brata.
Gabriel na chwilę zamknął oczy, najwyraźniej powstrzymując chęć krzyku.
Potem przeciął więzy Deana.
Mechanik pojawił się w drzwiach za Gabrielem, blady i wstrząśnięty.
Ella wskazała na niego.
„Powiedziałeś mu.”
Mechanik wyglądał na przerażonego.
„Mówiła pani, żeby nie zatrzymywać się przy bramie. Wydawało mi się, że to coś, o czym pan Russo powinien wiedzieć.”
Mimo wszystko Ella prawie się zaśmiała.
Gabriel pomógł Deanowi wstać.
„Jedziesz do kliniki,” – powiedział.
Dean pokiwał głową rozpaczliwie.
„A potem na odwyk.”
Dean mrugnął.
„Co?”
„Odwyk.”
„Ale—”
Gabriel pochylił się bliżej.
„Jeśli twoja siostra kiedykolwiek będzie musiała wejść do kolejnego uzbrojonego budynku przez coś, co ty zrobiłeś, odwyk stanie się najprzyjemniejszą opcją, jaka będzie ci dostępna.”
Dean pokiwał głową.
„Odwyk brzmi świetnie.”
„Wspaniale.”
Gdy Deana zabrano, Ella i Gabriel stanęli pod szarym niebem na zewnątrz kontenera.
Odległe syreny odbijały się echem w przemysłowej dzielnicy.
Gabriel wpatrywał się w rzekę.
„To koniec.”
„Kellanowie?”
„Ich przywództwo jest skończone. Pozostali ludzie się rozproszą.”
Ella skrzyżowała ramiona przed zimnem.
„I co dalej?”
Gabriel spojrzał na nią.
„Co masz na myśli?”
„Wygrałeś.”
„Tak.”
„Więc co będzie jutro?”
Zrozumienie przemknęło przez jego twarz.
„Pytasz, jakim królem zamierzam być.”
„Nie.”
Ella podeszła bliżej.
„Pytam, czy zamierzasz nim pozostać.”
Po raz pierwszy Gabriel nie miał odpowiedzi.
Ella mówiła dalej.
„Moja matka umarła, będąc winna szpitalom prawie osiemdziesiąt tysięcy dolarów. Dean o mało nie umarł, bo ktoś dał zdesperowanemu idiocie pięćdziesiąt tysięcy i zarabiał coraz więcej każdego tygodnia, gdy ten nie mógł ich spłacić. Twoi ludzie nazywają to interesem.”
Twarz Gabriela stwardniała.
„Wiedziałaś, czym to jest.”
„Tak.”
„I zostałaś.”
„Tak.”
„Ale nie myl pozostania z aprobatą.”
Wiatr smagnął jej włosy po twarzy.
„Powiedziałeś mi wczoraj w nocy, że mnie nie posiadasz. Udowodnij to.”
„Jak?”
„Pozwól mi wybrać, kim się stanę.”
Gabriel wpatrywał się w nią przez długą chwilę.
Ella widziała, jak mężczyźni drżą, gdy wchodził do pokoju.
Widziała, jak bogaci ludzie zniżali głos w jego obecności.
Ale stojąc przed zardzewiałym kontenerem, zrozumiała coś, czego żadne z nich nie wydawało się rozumieć.
Gabriel Russo nie bał się wrogów.
Bał się stać się niepotrzebnym.
„Jeśli zdemontuję wszystko z dnia na dzień,” – powiedział w końcu – „kilkanaście mniejszych grup rozszarpie miasto, walcząc o to, co zostanie.”
„To nie rób tego z dnia na dzień.”
Podeszła bliżej.
„Masz restauracje. Nieruchomości. Żeglugę. Budownictwo. Hotele. Biznesy, które nie wymagają połamanych kości.”
„Zbudowano je na brudnych pieniądzach.”
„To spędź resztę życia na tym, by były czystsze.”
Gorzki uśmiech dotknął jego ust.
„Sprawiasz, że odkupienie brzmi jak księgowość.”
„Większość prawdziwych zmian jest nudna.”
To go rozśmieszyło.
To był pierwszy nieosłonięty dźwięk, jaki Ella kiedykolwiek od niego usłyszała.
„Naprawdę miałaś zostać pielęgniarką?”
„Nadal mogę.”
„Zostawiłabyś mnie, żeby chodzić na zajęcia z anatomii?”
„Zostawiłabym cię, żeby zdawać quiz z chemii.”
„Okrutne.”
„Najwyraźniej przerażające.”
Gabriel spojrzał w stronę miasta.
„Mój ojciec mawiał, że strach to jedyna waluta, której nikt nie podrabia.”
„Twój ojciec brzmi wyczerpująco.”
„Był.”
„Więc przestań żyć dla aprobaty umarlaka.”
Humor zniknął.
Gabriel spojrzał na nią ponownie.
Przez długą chwilę szef przestępczości i barmanka stali pod brudnym bostońskim niebem, a deszcz zaczął delikatnie padać między nimi.
Potem Gabriel powiedział: „Koniec z pożyczkami dla osób prywatnych.”
Ella mrugnęła.
„Co?”
„Koniec ze ściąganiem długów hazardowych przez groźby. Koniec z pożyczkami zaprojektowanymi tak, by pułapkować ludzi. Victorowi się to nie spodoba.”
„Już nie lubię Victora.”
„Większość ludzi nie lubi.”
„A narkotyki?”
Szczęka Gabriela się napięła.
„Ta operacja się zamyka.”
„Możesz to zrobić?”
„Mogę zrobić wszystko raz.”
„A drugi raz?”
Jego oczy utrzymały jej spojrzenie.
„Zostań na tyle długo, żeby się przekonać.”
Ella pokręciła głową.
„To nie wystarczy.”
„Czego chcesz?”
„Wybory.”
„Masz je.”
„Własne mieszkanie.”
Jego brwi uniosły się.
„Nienawidzisz swojego mieszkania.”
„Nowe mieszkanie.”
„Dobrze.”
„Własne konto bankowe.”
„Oczywiście.”
„Skończę szkołę pielęgniarską.”
„Zapłacę—”
„Nie.”
Gabriel zatrzymał się.
Ella wskazała na niego.
„Nie możesz rozwiązywać wszystkiego, kupując to.”
„Jaki w takim razie sens być bogatym?”
„Będę pracować.”
„W Srebrnej Łyżce?”
„Na pół etatu.”
„Jesteś okropna w gościnności.”
„Uratowałam dwóch twoich pracowników.”
„Obraziłaś trzech klientów.”
„Zasłużyli sobie.”
Gabriel prawie się uśmiechnął.
„A Dean idzie na prawdziwy odwyk. Bez ludzi grożących mu każdego ranka.”
„Potrzebuje konsekwencji.”
„Potrzebuje leczenia.”
Pauza.
„W porządku.”
Ella przyglądała mu się.
„I nikt nigdy więcej nie mówi, że do ciebie należę.”
Coś zmieniło się w oczach Gabriela.
Podszedł bliżej.
„Myliłem się, mówiąc to.”
„Wiem.”
„Nigdy nie byłaś moja.”
„Nie.”
Jego dłoń dotknęła jej policzka.
„Więc kim jesteś?”
Ella spojrzała na mężczyznę, którego po raz pierwszy zobaczyła krwawiącego przy ceglanej ścianie.
Mężczyznę, który nią manipulował.
Chronił ją.
Przerażał ją.
Uwolnił ją.
I w końcu jej wysłuchał.
„Kimś, kto zastanawia się, czy jesteś wart całego tego zamieszania.”
Gabriel się uśmiechnął.
„Będę musiał pozostać interesujący.”
„Z tym nie ma problemu.”
Pocałował ją.
Ten pocałunek nie przypominał pierwszego.
Bez broni.
Bez rozpaczy.
Bez miedzianego posmaku krwi.
Tylko deszcz.
I dwoje ludzi dokonujących wyboru, który będą musieli podejmować każdego ranka.
Sześć miesięcy później Ella wróciła do szkoły pielęgniarskiej.
Miała trzydzieści jeden lat, była starsza niż większość studentów na jej zajęciach i absolutnie nie zamierzała udawać, że nie jest przerażona.
Pierwszego ranka siedziała w samochodzie przed kampusem i wpatrywała się w wejście przez pełne dziesięć minut.
Jej telefon zawibrował.
Gabriel.
Spóźniasz się.
Ella wpatrywała się w wiadomość.
Potem odpisała.
Śledzisz mnie?
Pojawiły się trzy kropki.
Wolę określenie: jestem uważny.
Uśmiechnęła się mimo siebie.
Przestań być uważny.
Idź na zajęcia.
Poszła.
Gabriel dotrzymywał obietnic wolniej, niż Ella by chciała, i szybciej, niż ktokolwiek wokół niego oczekiwał.
Drapieżna działalność pożyczkowa zniknęła pierwsza.
Potem nielegalne domy hazardowe.
Niektórzy mężczyźni, którzy przez dekady zarabiali na desperacji, otrzymali legalne oferty pracy.
Niektórzy je przyjęli.
Niektórzy opuścili Boston.
Kilku próbowało rzucić wyzwanie Gabrielowi.
Ta część jego świata nie stała się czysta tylko dlatego, że Ella tego pragnęła.
Ale liczba ofiar śmiertelnych spadła.
A potem spadła ponownie.
Gabriel przekazał kontrolę nad kilkoma legalnymi firmami do nowej spółki holdingowej z zewnętrznymi audytorami i prawnikami, którzy nie mieli żadnych powiązań z jego rodziną.
Ella odmówiła przyjęcia każdego dokumentu własności, który jej oferował.
„Nie chcę twojego imperium.”
„Ciągle poprawiasz ludzi, którzy nim zarządzają.”
„Bo są idiotami.”
W końcu przyjęła jedną rzecz.
Srebrną Łyżkę.
Nie jako prezent.
Jako zakup.
Gabriel sfinansował transakcję po normalnej komercyjnej stopie procentowej, bo Ella kazała jego prawnikowi przeliczyć ją na jej oczach.
Prywatne pokoje na zapleczu restauracji przestały gościć spotkania przestępcze.
Ella zamieniła jeden na salę szkoleniową dla pracowników.
Drugi stał się małym biurem stypendialnym dla pracowników restauracji, którzy chcieli studiować pielęgniarstwo, chodzić do community college lub szkoły zawodowej.
Gabriel narzekał, że zniszczyła atmosferę.
Ella kazała mu kupić obiad jak wszystkim innym.
Dean spędził dziewięć miesięcy na leczeniu.
Przez pierwsze dwa miesiące obwiniał Ellę.
Przez kolejne trzy obwiniał Gabriela.
W szóstym miesiącu w końcu zaczął obwiniać siebie.
Rok po incydencie na bocznicy Dean przeprowadził się na Florydę i podjął pracę jako menedżer sklepu z przynętami i sprzętem wędkarskim, należącego do starszego małżeństwa pod Clearwater.
Bez ochroniarzy.
Bez gróźb.
Bez tajnego nadzoru.
Tylko praca.
Dzwonił do Elli w każdą niedzielę.
Czasem przepraszał.
Czasem rozmawiali o baseballu.
Leczenie, jak nauczyła się Ella, rzadko bywało wystarczająco dramatyczne jak na filmy.
To głównie powtarzanie.
Przychodzenie.
Nie kłamanie.
Próbowanie ponownie w następną niedzielę.
Osiemnaście miesięcy po zaułku Ella ukończyła kolejny semestr szkoły pielęgniarskiej z wyróżnieniem.
Gabriel uczestniczył w małej uroczystości dla studentów.
Przyszedł późno.
W ciemnym garniturze.
Oczywiście.
Obecni zauważyli go natychmiast.
Ella nie wstała.
Gabriel podszedł do jej stolika.
„Spóźniłeś się.”
„Miałem spotkanie.”
„Zawsze masz spotkanie.”
„Wyszedłem wcześniej.”
„Jak bohatersko.”
Usiadł obok niej.
Po kilku minutach koleżanka z zajęć pochyliła się.
„Ella, to twój chłopak?”
Gabriel spojrzał na Ellę.
Ella spojrzała na Gabriela.
To było absurdalne, że najbardziej przerażający mężczyzna, jakiego znała, nagle wyglądał na zdenerwowanego.
Rozważyła torturowanie go.
Potem się uśmiechnęła.
„Tak.”
Ramiona Gabriela opadły o pół centymetra.
Koleżanka uśmiechnęła się uprzejmie.
„Jak się poznaliście?”
Ella prawie zakrztusiła się wodą.
Usta Gabriela drgnęły.
„Praca społeczna,” – powiedział.
Ella kopnęła go pod stołem.
Dwa lata po ich pierwszym pocałunku Gabriel zabrał Ellę z powrotem do zaułka za Rusted Anchor.
Bar był zamknięty.
Budynek był remontowany na mieszkania.
Zaułek pachniał dokładnie tak okropnie, jak go zapamiętała.
Ella rozejrzała się.
„To twój pomysł na romans?”
„Rozważałem Paryż.”
„Wybrałeś śmietnik.”
„Ma znaczenie historyczne.”
Gabriel stanął pod tą samą starą latarnią.
Ceglana ściana, przy której Ella go znalazła, wciąż tam była.
„Siedziałeś dokładnie tam,” – powiedziała.
„Krwawiąc.”
„Bardzo.”
„Pocałowałaś mnie.”
„Żeby uratować ci życie.”
„Mogłaś udawać moją siostrę.”
„To stworzyłoby inny problem.”
Zaśmiał się.
Ella spojrzała na niego.
Przy skroniach pojawiły się teraz srebrne pasma.
Stara blizna na obojczyku pozostała.
Podobnie jak inne, których nie mogła zobaczyć.
Gabriel nie był odkupiony, bo ją kochał.
Ella nigdy nie wierzyła, że miłość tak działa.
Wciąż dźwigał odpowiedzialność za rzeczy, których nie można było cofnąć.
Niektóre wybory miały konsekwencje, których przeprosiny nigdy nie mogły wymazać.
Ale przestał dodawać nowe duchy do starych.
I może, zdecydowała, odkupienie nie było gumką do mazania.
Może było kierunkiem.
Gabriel sięgnął do płaszcza.
Ella zmrużyła oczy.
„Jeśli to broń, ten wieczór oficjalnie się kończy.”
Wyciągnął małe aksamitne pudełeczko.
Zamarła.
„O.”
„Tak.”
„Gabrielu.”
„Miałem przemowę.”
„Nie.”
„Spędziłem trzy tygodnie nad jej pisaniem.”
„Absolutnie nie.”
Z urażoną miną otworzył pudełko.
W środku był prosty diamentowy pierścionek.
Nie ogromny.
Nie krzykliwy.
Ella spojrzała na niego podejrzliwie.
„Wybrałeś to?”
„Z pomocą.”
„Od kogo?”
„Od Marcusa.”
„Marcus ma lepszy gust niż ty.”
„Ello.”
Uśmiechnęła się.
Gabriel wyglądał na bardziej zdenerwowanego niż wtedy, gdy zaszywała mu ranę po nożu bez znieczulenia.
„Spędziłem większość życia, wierząc, że ludzie zostają, bo boją się odejść,” – powiedział.
Uśmiech Elli zniknął.
„Potem weszłaś w moje życie i zrobiłaś coś przeciwnego.”
Deszcz zaczął padać delikatnie.
Dokładnie jak tamtej pierwszej nocy.
„Miałaś każdy powód, by mnie zostawić,” – kontynuował Gabriel. – „W końcu nawet dałem ci szansę.”
„Sprawiasz, że to brzmi jak wielkoduszność.”
„Proszę, nie przerywaj przemowy, którą zabroniłaś mi wygłosić.”
Ella zacisnęła usta.
Wziął jej dłoń.
„Zostałaś, bo wybrałaś. Potem zmusiłaś mnie, bym zrozumiał, że miłość bez wyboru to kolejne więzienie.”
Oczy Elli zapiekły.
Gabriel spojrzał w dół na pierścionek.
„Nie mogę obiecać ci czystej przeszłości.”
„Wiem.”
„Nie mogę obiecać, że przyszłość zawsze będzie bezpieczna.”
„Wiem.”
„Mogę obiecać, że nigdy nie będziesz własnością. Nigdy kartą przetargową. Nigdy długiem. Nigdy niczym mniej niż osobą stojącą obok mnie, bo sama tego chce.”
Ella przełknęła z trudem.
„A jeśli przestanę chcieć?”
Szczęka Gabriela się napięła.
„Wtedy będę tego nienawidził.”
Zaśmiała się przez łzy.
„Ale otworzę drzwi.”
Ta odpowiedź znaczyła więcej niż diament.
Gabriel uklęknął na jedno kolano.
Prosto w tym brudnym zaułku.
Ella wpatrywała się w niego.
„Niszczysz sobie spodnie.”
„Ello Mason.”
„To na pewno szyte na miarę.”
„Ello.”
„Tak?”
„Wyjdziesz za mnie?”
Spojrzała na ceglaną ścianę.
Na miejsce, gdzie zmęczona barmanka podjęła kiedyś lekkomyślną decyzję, bo nie mogła patrzeć, jak nieznajomy umiera.
Pamiętała krew.
Deszcz.
Broń.
Dziesięć tysięcy dolarów ukrytych w podręczniku do pielęgniarstwa.
Błagającego brata.
Gabriela za mahoniowym biurkiem.
Wszystkie straszne wybory, które potem nastąpiły.
I wszystkie lepsze wybory, które po nich przyszły.
Potem spojrzała w dół na nieznajomego, którego kiedyś pocałowała, by go ocalić.
Nie był już nieznajomym.
„Tak.”
Po raz pierwszy od lat Gabriel Russo wyglądał na całkowicie bezbronnego.
„Naprawdę?”
Ella się zaśmiała.
„Nie, tylko postanowiłam uczynić to bardziej emocjonalnie druzgocącym.”
Wstał i pocałował ją, zanim zdążyła dokończyć.
Deszcz wzmógł się.
Ella owinęła ramiona wokół jego szyi.
Gdy w końcu się rozdzielili, Gabriel oparł czoło o jej czoło.
„Wiesz,” – mruknął – „większość kobiet czeka, aż poznają imię mężczyzny, zanim go pocałują.”
Ella się uśmiechnęła.
„Większość mężczyzn nie przedstawia się, krwawiąc za barem.”
„Słusznie.”
Spojrzała na pierścionek.
Potem na niego.
„Gabrielu?”
„Tak?”
„Jeśli kiedykolwiek opowiesz tę historię na naszym weselu i opiszesz ten pierwszy pocałunek jako romantyczny, zaprzeczę wszystkiemu.”
„Był romantyczny.”
„Miałeś dziurę po kuli w koszuli.”
„Uratowałaś mi życie.”
„Byłam wyczerpana.”
„Smakowałaś tanim ginem.”
„Ty smakowałeś krwią.”
Jego uśmiech się pogłębił.
„A jednak tu jesteśmy.”
Ella splotła palce z jego palcami.
Lata wcześniej wierzyła, że uratowanie kogoś oznacza utrzymanie jego serca przy życiu do rana.
Szkoła pielęgniarska nauczyła ją czego innego.
Czasem przetrwanie było tylko początkiem.
Trudniejsza część następowała później.
Nauka życia bez powtarzania tego, co prawie cię zabiło.
Deanowi się udało.
Gabrielowi się udawało.
Jej też.
Ella pocałowała nieznajomego, bo odmówiła patrzenia, jak umiera.
Nigdy nie wyobrażała sobie, że ten wybór przeciągnie ją przez dług, zdradę, broń, żałobę i świat zbudowany na strachu.
Nigdy nie wyobrażała sobie, że zakocha się w mężczyźnie w jego centrum.
I z pewnością nigdy nie wyobrażała sobie, że najważniejszą rzeczą, jaką mu da, nie będzie pocałunek, który uratował mu życie.
To była prawda, która je zmieniła.
Nikt nie należał do nikogo.
Nie przez pieniądze.
Nie przez strach.
Nawet nie przez miłość.
Zostawało się, bo każdego dnia, gdy drzwi się otwierały, wybierało się, by nie odejść.
Gabriel ścisnął jej dłoń.
Razem wyszli z zaułka.
Tym razem żadne z nich przed niczym nie uciekało.
KONIEC
Powyższa historia jest zbiorem i nie jest prawdziwą historią.